O autorze
Magister pedagogiki, publicysta, wielokrotny laureat wyróżnień branżowych i edukacyjnych, inicjator oraz koordynator projektów edukacji zawodowej, w tym Małej Akademii Mistrzostwa Zawodowego, autor subiektywnego bloga o edukacji EDUfabryka. W głównej sferze moich zainteresowań znajdują się zjawiska społeczne w edukacji oraz zastosowanie technik i technologii cyfrowych oraz e-learningu w procesach uczenia się i nauczania.

Nauczyciel, czyli mistrz? - Z nostalgii za etosem...

Bez wątpienia osoba nauczyciela oznacza się pasją... jednak, po zastanowieniu dochodzimy do dualizmu... jak dziś rozumieć ten zwrot w odniesieniu do nauczyciela? Czy pasja nauczycielska to nadal termin rozumiany jako zamiłowanie do zawodu i funkcji jaką się piastuje - czy też raczej pasja ta odnosi się do synonimu słowa udręka? W tym konkretnym przypadku, pasja wydaje się być połączeniem obu znaczeń.

Nauczyciel – czy to określenie roli człowieka posiada jeszcze choć cząstkę etosu, którym cieszył się dawniej? Czy bycie nauczycielem to powód do dumy, czy też raczej wstydliwe uosobienie życiowego rozbitka? Czy piastowanie funkcji nauczyciela to honor czy raczej przykry obowiązek? Jaką reakcję wywołuje w społeczeństwie wzmianka o powołaniu do bycia nauczycielem? Trudne pytania? Z pewnością tak... szczególnie gdy sam jesteś nauczycielem.


Takie Rzeczypospolite będą, jakie ich młodzieży chowanie


Minęło sporo czasu od 1595 roku, gdy to Jan Zamoyski sformułował pierwszy raz tą tezę. Jednak w realiach następujących po sobie kolejnych Rzeczpospolitych nic się w tej materii nie zmieniło. W dużej mierze kształtowanie postaw i percepcja systemu wartości młodego obywatela zależała i zależy od osobowości nauczyciela. Od jego autorytetu, od jego oddania swym podopiecznym. Skąd ma wypływać zamiłowanie i zapał do bycia nauczycielem? Narastająca nagonka, zaszczucie, marazm i pogarszająca się sytuacja finansowa raczej nie wpływają motywująco. Gdzie, więc szukać sił i natchnienia do pełnienia tej społecznej funkcji?

Pamiętam... nauczycielkę języka polskiego, która nauczyła mnie czytać i tą, która zaraziła mnie swą miłością do literatury, która objawiła mi Miłosza i Szymborską.
Pamiętam... jak kilkanaście lat temu, krótko po studiach z głową pełną idei, zaszczepiałem moim uczniom z zasadniczej szkoły zawodowej zamiłowanie do poezji. Pamiętam jak na lekcjach wychowawczych czytaliśmy pisane przez siebie wiersze, jak długo po lekcjach zamykaliśmy się w klasie by analizować „Świat Zofii”, rozmawiać o życiu i wartościach. Dziś nie mam na tyle odwagi...


Cnotą jest mądrość, a mądrość to wiedza


Autorem tej sekwencji jest Sokrates. W tym miejscu wypada przywołać również jego ucznia Platona, który podkreślał że oprócz mądrości i wiedzy człowiek winien być otwarty na: dobro, prawdę i piękno. Wartości głoszone przez filozofów a następnie pedagogów stały się podwalinami etosu jakim cieszył się zawód nauczyciela.
Obecnie można już jedynie z ckliwością wspominać czasy, kiedy nauczyciele wszystkich szczebli, od szkolnych po akademickie cieszyli się wielkim autorytetem. Obecny system edukacji zaczyna przypominać raczej system totalitarny. Systemy totalitarne zawsze dążą do tego, by z nauczycieli uczynić posłuszne narzędzia do rozpowszechniania swoich ideologii, przez co przyczyniają się do spadku ich autorytetu. Czy właśnie dziś jesteśmy świadkami takich posunięć? Jeśli tak, to w którym momencie w naszym kraju skończyła się demokracja? System komunistyczny manipulował edukacją i wychowaniem bez ograniczeń i bez jawnego sprzeciwu ze strony pedagogów. Czy ta sytuacja nie przypomina aby dzisiejszej nagonki na środowiska edukacyjne?

Pamiętam... Jak w klasie maturalnej butnie paradowałem w zniszczonej ramonesce, z wpiętym w klapę opornikiem. Pamiętam jak za oblanie pomarańczową farbą popiersia Lenina - patrona mojego technikum omal nie usunięto mnie ze szkoły. Pamiętam jak za manifestowanie niechęci do rusyfikacji miałem zostać niedopuszczony do matury... Czy dziś byłbym zdolny do takiego patriotycznego nieposłuszeństwa? Dziś jestem nauczycielem i nie wolno mi już mówić tego co myślę...


Obyś cudze dzieci uczył


Edukacja zaczyna się w miejscu i czasie, gdzie spotykają się młodość i entuzjazm uczniów z mądrością i charyzmą mistrza. Nadrzędną rolą nauczyciela jest wskazywanie drogowskazów i bycie prawym, dobrym, uczciwym człowiekiem, godnym naśladowania wzorem. Ale i w tym środowisku są tacy, których poglądy i postępowanie zależne są od zmiennych okoliczności, obserwując na bieżąco, co jest "na fali" i łatwo dają się jej unosić. Jak w tych warunkach można mówić o wychowaniu do uczciwego życia w społeczeństwie? Jak kształtować prawidłowe wzorce i szacunek do wartości?

Pamiętam... mojego mistrza - nauczyciela zawodu. Uczył w szkole i jednocześnie prowadził rodzinny zakład cukierniczo - piekarski. To on pokazał mi że praca, czy to cukiernika czy nauczyciela może być również sztuką. Że systematyczne ćwiczenia, konsekwencja w działaniu i wierność obranym celom prowadzą do osiągnięcia doskonałości. Że zawód, który jest jednocześnie pasją może być źródłem satysfakcji.
Dziś moja niechęć i rozczarowanie zawodem zdają się pogłębiać. Coraz częściej zadaję sobie pytanie - czemu właśnie mnie naznaczono tym wiekowym, chińskim przekleństwem "Obyś cudze dzieci uczył". I bez znaczenia wydaje się być dawne przekonanie że bycie nauczycielem to wyróżnienie, błogosławieństwo i ważne życiowe zadanie.

Próbując rozwikłać wszystkie te egzystencjalno - ideologiczne niuanse przypomina mi się moja matka - również nauczycielka (i cukiernik), podobnie jak jej ojciec, mój dziadek.
Pamiętam... jaka była dumna gdy chwaliłem się dyplomem magistra pedagogiki. Czasy chyba jednak się zmieniły i byłbym bardzo zdziwiony gdyby któryś z moich synów poszedł w rodzinne ślady. Chyba że bycie nauczycielem jest jak zaraźliwa choroba lub wrodzone obciążenie genetyczne.

Postscriptum


Piszę ten tekst z moim najmłodszym synem na kolanach (gdy pisałem ten artykuł miał 1,5 roku). Nie było łatwo dobrnąć do końca, zważywszy na fascynację jaką wzbudza u niego klawiatura... Obserwując jego walkę o dominację nad klawiszem "Enter" przypomniało mi się kilka cytatów z dzieł zapomnianego, wybitnego, rosyjskiego pedagoga Antona Makarenko... "Dlaczego w wyższych szkołach technicznych uczymy się o oporze materiałów, a w pedagogicznych uczelniach nie wykłada się o oporze istoty ludzkiej?" - opór jest podstawowym mechanizmem postępu, bez walki o dostęp do klawisza "Enter”, mój syn długo by jeszcze czekał na swoją klawiaturę - a tak dostał ją na wyłączność!

Podobnie rzecz się ma w szkole. Gdyby nie opór naszych uczniów wobec zwapnianych schematów nie było by toczących się debat, poszukiwań, kosztownych konferencji i szkoleń kadr... nasi uczniowie długo by jeszcze czekali na swój własny klawisz "ENTER".

Na koniec jeszcze jeden cytat Pana Makarenki "Nie ma złej młodzieży, są tylko źli wychowawcy". Ta wywrotowa teza też nabiera dziś nowego znaczenia... Dobrą szkołę nie tworzą bowiem ładne budynki, nowoczesne wyposażenie klas, cyfryzacja, przeprowadzone projekty i zdobyte certyfikaty... dobrą szkołę tworzą dobrzy wychowawcy – dobrzy, godni naśladowania ludzie.
Trwa ładowanie komentarzy...